Blog Nightwoodowych Akwarystów
Klanowy blog AKW. Wszyscy inni łapy precz!
niedziela, 3 stycznia 2016
Zamknięcie NWD
Skończyło się
Zbieramy szeregi i rozpoczynamy rekrutację po otwarciu nowej wersji
Mam nadzieję, że dotrwamy do tej wiekopomnej chwili
Adios amigos
Trzymajcie się ciepło!
Do zobaczenia c:
Zbieramy szeregi i rozpoczynamy rekrutację po otwarciu nowej wersji
Mam nadzieję, że dotrwamy do tej wiekopomnej chwili
Adios amigos
Trzymajcie się ciepło!
Do zobaczenia c:
poniedziałek, 23 listopada 2015
niedziela, 22 marca 2015
Opowieści Nocnego Lasu
VI Nare Marhor - Twierdza Gilfuina
Jedyny problem ze smokami bez skrzydeł było to, że nie miały amortyzatorów. Po trzech godzinach jazdy Szari miał serdecznie dosyć ciągłego podskakiwania w siodle. Poruszali się po gęsto zalesionych terenach, więc El-etria musiała co chwilkę ostro skręcać, a nie ułatwiało to sytuacji. Żiżka i Kiper natomiast, beztrosko latali na grzbietach swoich smoków.
Po pewnym czasie Szari dostrzegł wśród drzew dość dużą polanę. Zawołał Kipera i wskazał na nią, a thern skinął głową.
Po chwili Wszyscy trzej siedzieli na miękkim mchu i jedli przygotowane zapasy a smoki włóczyły się po polanie*
(*to kolejny powód dla którego smoki są lepsze od koni, nie trzeba ich przywiązywać. Bierze się to, z tego że: a) smok po prostu nie ma czego się przestraszyć, obecnie po Nocnym Lesie nie hasa nic większego od dorosłego smoka,
b) te bestie są szalenie lojalne, nie ma szans żeby opuściły właściciela c) przywiązanie go i tak nic nie da, najwyżej bestia będzie chodziła ciągnąć za sobą wyrwane drzewo)
- Do Nare Marchor jeszcze daleko, a jest już prawie południe. Chyba zostaniemy tam na noc. - Stwierdził Kiper
pochłaniając nogę kurczaka.
- Ciekawe za co? -`Żiżka spytała odkładając bukłak z którego piła przez słomkę z trawy - Jesteśmy, jak zwykł mawiać poeta, spłukani.
- Umm, nie do końca - Szari ostrożnie sięgnął do mieszka. - Kapłani którzy działają poza świątynia otrzymują pieniądze na utrzymanie - Było to wierutne kłamstwo, jednak lunaryta nie miał ochoty dzielić się z nimi faktem że rodzice zostawili mu olbrzymi spadek - myślę że starczy na nocleg.
- No to jeden problem mamy z głowy. - Stwierdził Kiper
- Jeśli mamy zdążyć przed wieczorem musimy się pośpieszyć - Żiżka zaczęła zbierać swoje rzeczy do torby, a następnie powiesiła kuszę na ramieniu** (** Broń inkwizytrów to prawdziwe majstersztyki, kusza Żiżki to Viso, Ma ponad metr wysokości, możliwość kalibrowania aby usunąć możliwe odchyły w locie bełtu, magazynek który automatycznie układa bełt na miejscu, cięciwe naciąga się dźwignią od spodu i ogólnie broń bardziej przypomina karabin niż kuszę)
- Dobrze idę po El-Etię. - Szari odwrócił się i ruszył w stronę smoka który leżał w trawie pod jakimś samotnym drzewem.
Gdy podszedł do smoczycy zauważył pomiędzy korzeniami jakieś delikatne światło. Ostrożnie włożył tam rękę i poczuł dliktne zimno. Zacisnął rękę na jego źródle i podniósł, po czym oniemiał. To było coś, o czym tyle razy słyszał, a nigdy nie widział, poza ilustracjami w książce. W ręce trzymał Eliksir wewnętrznej przemiany.
- Szari, idziesz? - Krzyknęła Żiżka.
- Tak, tak! - Odkrzyknął i drżącymi rękoma schował eliksir do torby. Wspiął się na El-Etrię i dał jej sygnał aby ruszyła.
- Jeszcze jedna tajemnica przed znajomymi - pomyślał - Zaczynam się robić ogólnie tajemniczy, zupełnie jak mój nauczyciel mistyki.
Przez całą drogę Szari był roztrzęsiony, ale postanowił nic nie mówić Kiperowi, ani Żiżce. Gdy słońce zaczęło opadać ku horyzontowi, drzewa które mijali stawały się coraz rzadsze, aż w końcu zniknęły a ich oczom ukazał się wtedy wspaniały widok, dotarli do Nare Marhor* (Nare Marhor wywodzi się z języka runicznego. Dosłownie oznacza "Nasze miasto" ale prawdopodobnie pierwotnie słowo to brzmiało: Neaeur Marhoor czyli "stolica jedności"
albo "stolica braterstwa"). Miasto było zbudowane w cieniu góry, natomiast twierdza na jej zboczu. Po dwóch stronach zamku znajdowały się wysokie, strzeliste wieże, a pośrodku potężny mur, odgradzający marmurowy zamek od reszty świata.
Sama zaś budowla zamku była zbudowana na planie rombu, krótszą podstawą skierowaną ku froncie a dłuższą ginącą w zboczu góry. Dach był zrobiony z czerwonych dachówek. Miasto nie miało muru, ani nawet jakiejś konkretnej obrony. Wzdłuż głównej ulicy znajdowały się oberże i sklepiki.
- Nie wiem jak wy, ale ja bardzo chętnie zjadłabym ciepłą kolację - Powiedziała z rozmarzeniem Żiżka.
- Taaak, chyba możemy coś zjeść - Stwierdził Szari i razem powędrowali w stronę karczmy.
Jedyny problem ze smokami bez skrzydeł było to, że nie miały amortyzatorów. Po trzech godzinach jazdy Szari miał serdecznie dosyć ciągłego podskakiwania w siodle. Poruszali się po gęsto zalesionych terenach, więc El-etria musiała co chwilkę ostro skręcać, a nie ułatwiało to sytuacji. Żiżka i Kiper natomiast, beztrosko latali na grzbietach swoich smoków.
Po pewnym czasie Szari dostrzegł wśród drzew dość dużą polanę. Zawołał Kipera i wskazał na nią, a thern skinął głową.
Po chwili Wszyscy trzej siedzieli na miękkim mchu i jedli przygotowane zapasy a smoki włóczyły się po polanie*
(*to kolejny powód dla którego smoki są lepsze od koni, nie trzeba ich przywiązywać. Bierze się to, z tego że: a) smok po prostu nie ma czego się przestraszyć, obecnie po Nocnym Lesie nie hasa nic większego od dorosłego smoka,
b) te bestie są szalenie lojalne, nie ma szans żeby opuściły właściciela c) przywiązanie go i tak nic nie da, najwyżej bestia będzie chodziła ciągnąć za sobą wyrwane drzewo)
- Do Nare Marchor jeszcze daleko, a jest już prawie południe. Chyba zostaniemy tam na noc. - Stwierdził Kiper
pochłaniając nogę kurczaka.
- Ciekawe za co? -`Żiżka spytała odkładając bukłak z którego piła przez słomkę z trawy - Jesteśmy, jak zwykł mawiać poeta, spłukani.
- Umm, nie do końca - Szari ostrożnie sięgnął do mieszka. - Kapłani którzy działają poza świątynia otrzymują pieniądze na utrzymanie - Było to wierutne kłamstwo, jednak lunaryta nie miał ochoty dzielić się z nimi faktem że rodzice zostawili mu olbrzymi spadek - myślę że starczy na nocleg.
- No to jeden problem mamy z głowy. - Stwierdził Kiper
- Jeśli mamy zdążyć przed wieczorem musimy się pośpieszyć - Żiżka zaczęła zbierać swoje rzeczy do torby, a następnie powiesiła kuszę na ramieniu** (** Broń inkwizytrów to prawdziwe majstersztyki, kusza Żiżki to Viso, Ma ponad metr wysokości, możliwość kalibrowania aby usunąć możliwe odchyły w locie bełtu, magazynek który automatycznie układa bełt na miejscu, cięciwe naciąga się dźwignią od spodu i ogólnie broń bardziej przypomina karabin niż kuszę)
- Dobrze idę po El-Etię. - Szari odwrócił się i ruszył w stronę smoka który leżał w trawie pod jakimś samotnym drzewem.
Gdy podszedł do smoczycy zauważył pomiędzy korzeniami jakieś delikatne światło. Ostrożnie włożył tam rękę i poczuł dliktne zimno. Zacisnął rękę na jego źródle i podniósł, po czym oniemiał. To było coś, o czym tyle razy słyszał, a nigdy nie widział, poza ilustracjami w książce. W ręce trzymał Eliksir wewnętrznej przemiany.
- Szari, idziesz? - Krzyknęła Żiżka.
- Tak, tak! - Odkrzyknął i drżącymi rękoma schował eliksir do torby. Wspiął się na El-Etrię i dał jej sygnał aby ruszyła.
- Jeszcze jedna tajemnica przed znajomymi - pomyślał - Zaczynam się robić ogólnie tajemniczy, zupełnie jak mój nauczyciel mistyki.
Przez całą drogę Szari był roztrzęsiony, ale postanowił nic nie mówić Kiperowi, ani Żiżce. Gdy słońce zaczęło opadać ku horyzontowi, drzewa które mijali stawały się coraz rzadsze, aż w końcu zniknęły a ich oczom ukazał się wtedy wspaniały widok, dotarli do Nare Marhor* (Nare Marhor wywodzi się z języka runicznego. Dosłownie oznacza "Nasze miasto" ale prawdopodobnie pierwotnie słowo to brzmiało: Neaeur Marhoor czyli "stolica jedności"
albo "stolica braterstwa"). Miasto było zbudowane w cieniu góry, natomiast twierdza na jej zboczu. Po dwóch stronach zamku znajdowały się wysokie, strzeliste wieże, a pośrodku potężny mur, odgradzający marmurowy zamek od reszty świata.
Sama zaś budowla zamku była zbudowana na planie rombu, krótszą podstawą skierowaną ku froncie a dłuższą ginącą w zboczu góry. Dach był zrobiony z czerwonych dachówek. Miasto nie miało muru, ani nawet jakiejś konkretnej obrony. Wzdłuż głównej ulicy znajdowały się oberże i sklepiki.
- Nie wiem jak wy, ale ja bardzo chętnie zjadłabym ciepłą kolację - Powiedziała z rozmarzeniem Żiżka.
- Taaak, chyba możemy coś zjeść - Stwierdził Szari i razem powędrowali w stronę karczmy.
poniedziałek, 9 marca 2015
Żiżkowe fanarty :)
Żebyście się zbytnio nie czepiali, że siedzę i nic nie robię, macie na razie to:
Ja po prostu nie potrafię rysować facetów! :/
niedziela, 8 marca 2015
Opowieści Nocnego Lasu
V Komu w drogę...
Szari nie mógł zasnąć, przez całą noc zastanawiał się kim był mężczyzna w kapeluszu, i czym jest bransoletka którą mu dał, wielokrotnie obracał ją w palcach, przypatrywał* się gwieździe,(* kolejny plus bycia kapłanem Luny, widzenie w ciemności)
w końcu zrezygnowany zapiął ją na ręce i zapadł w sen bez snów. Kiedy obudził się, był wczesny ranek. Łóżko Kipera było puste, Szari stwierdził że musiał zejść na dół przygotować śniadanie. Chłopak wstał i rozciągnął się. Jego płaszcz był powieszony na kołku, lunaryta miał na sobie szarą, elegancką koszulę, specjalnie wyglądającą na za dużą, spięte paskiem ze srebrną klamrą czarne luźnie spodnie związane od połowy łydki do kostki czarnym pasem materiału. Chłopak pochodził z arystokratycznej rodziny, klanu Awahall, ale jego rodzice zginęli, podczas wojny domowej kiedy to próbowano zrzucić Gilfuina z tronu. Jego rodzina popierała króla Nocnego Lasu i wspierała swoimi pieniędzmi jego armię. Rebelianci w końcu przegrali i uciekli przed zemstą Gilfuina, jednak w odwecie ich skrytobójcy i truciciele pozabijali tych którzy najbardziej przyczynili się do ich przegranej. Klan Awahall został unicestwiony w ciągu dwóch dni, rodzice Szariego zostali otruci cykutą, przeżył tylko on. Chłopak spojrzał na swoje pogniecione ubranie. Nagle zauważył na stoliku Kinte dzbanek wody
i uśmiechnął się jak kot który zobaczył kanarka. Chwycił dzbanek i wykonał wolną ręką odpowiedni gest.
- Hore!**
Woda z dzbanka wyparowała momentalnie i skłębiła się wokół Szariego, po chwili jego ubranie było w miarę uprasowane.
Chłopak natomiast pocierał poparzenie na nadgarstku.(**Język szarych elfów jest od zawsze używany do wypowiadanie magicznych formuł, hore, oznacza ogień, samo to słowo, to najsłabsze zaklęcie ognia, następne to horea, horeaga, horeagana, weru horemaga, analogiczne zaklęcia lodu to tewa, tewea, teweaga, tewegana i weru tewemaga. Im potężniejsze czary tym bardziej skomplikowany gest, dlatego najpotężniejsi czarodzieje są nazywani złośliwie przez adeptów "tancerzami".)
Potem stanął w kierunku północy i upadł na kolana.
- Pani nocy, opiekunko zmierzchu. Oto ja twój sługa. Będę wypełniał twoją wolę, bo jestem ci posłuszny.
Pochylił się ku ziemi i przez chwilkę nie ruszał się. A następnie wstał, wyszedł z pokoju i oparł się przemożnej chęci pójścia do pokoju Żiżki i oblania jej lodowatą wodą.***
(*** Właściwie, nikt do końca nie wie, dlaczego wyczarowana woda jest lodowata, skoro wyczarowany ogień jest gorący.
Nikomu nie chciało się tego sprawdzać.)
Zszedł ze schodów i zobaczył Kinte który przyrządzał śniadanie.
- Już wstałeś? To dobrze, pomożesz przy śniadaniu.
Chwile później Szari kroił szynkę na plasterki, a thern szukał chleba w spiżarni.
- Szari, tak właściwie, czemu jesteś kapłanem?
Chłopak odwrócił się w stronę krasnoluda.
- Kiedy miałem 3 lata wybuchła rebelia, musisz to pamiętać, w końcu jesteś w moim wieku. Rodzice przysięgli że jeśli przeżyje oddadzą mnie w ręce jednego z bogów. W chwili po wypowiedzeniu przysięgi do kaplicy wfruneła sowa, święte zwierze Luny.
- A jaka jest doktryna? Czego nie możesz robić?
- Właściwie niczego szczególnego, po prostu mam się wystrzegać złych uczynków jeszcze bardziej niż inni.
- Żadnego celibatu ani abstynencji? Trochę mnie zawiodłeś.
Szari i Kiper przez chwilkę stali w milczeniu, po czym roześmiali się.
- I co się tak szczerzycie?- Ten głos należał do Żiżki. Dziewczyna dopiero wstała i miała włosy w strasznym nieładzie.
- Siadaj i jedz kanapki póki... - Kiper szukał czegoś co jeszcze nie stało się udziałem tych kanapek
- po prostu je jedz.
Po chwili wszyscy w wyraźnie dobrych nastrojach jedli śniadanie i rozmawiali.
- Według mnie powinniśmy udać się do Nare Marchor. - oznajmił Kiper
- Twierdzy Gilfuina? Ale to bardzo daleko. - stwierdziła Żiżka
- Ale Kiper ma rację, tam mieści się główny targ. Znajdziemy tam wszystkie przedmioty potrzebne do przemiany Litii
w smoka księżyca.
- Właściwie, potrzebujemy tylko jednej rzeczy - Kiper sięgnął po jakąś starą księge i otworzył ją - A mianowicie tego.
Żiżka pochyliła się nad książką.
- Esencja pełni księżyca? Ten kto wymyśla takie nazwy ma naprawdę świetną wyobraźnię.
- A więc przegłosowane? Ruszamy do Nare Marchor?
- Jasne, zrobię wszystko żeby tylko znów przespać się we własnym łóżku.
Szari nie mógł zasnąć, przez całą noc zastanawiał się kim był mężczyzna w kapeluszu, i czym jest bransoletka którą mu dał, wielokrotnie obracał ją w palcach, przypatrywał* się gwieździe,(* kolejny plus bycia kapłanem Luny, widzenie w ciemności)
w końcu zrezygnowany zapiął ją na ręce i zapadł w sen bez snów. Kiedy obudził się, był wczesny ranek. Łóżko Kipera było puste, Szari stwierdził że musiał zejść na dół przygotować śniadanie. Chłopak wstał i rozciągnął się. Jego płaszcz był powieszony na kołku, lunaryta miał na sobie szarą, elegancką koszulę, specjalnie wyglądającą na za dużą, spięte paskiem ze srebrną klamrą czarne luźnie spodnie związane od połowy łydki do kostki czarnym pasem materiału. Chłopak pochodził z arystokratycznej rodziny, klanu Awahall, ale jego rodzice zginęli, podczas wojny domowej kiedy to próbowano zrzucić Gilfuina z tronu. Jego rodzina popierała króla Nocnego Lasu i wspierała swoimi pieniędzmi jego armię. Rebelianci w końcu przegrali i uciekli przed zemstą Gilfuina, jednak w odwecie ich skrytobójcy i truciciele pozabijali tych którzy najbardziej przyczynili się do ich przegranej. Klan Awahall został unicestwiony w ciągu dwóch dni, rodzice Szariego zostali otruci cykutą, przeżył tylko on. Chłopak spojrzał na swoje pogniecione ubranie. Nagle zauważył na stoliku Kinte dzbanek wody
i uśmiechnął się jak kot który zobaczył kanarka. Chwycił dzbanek i wykonał wolną ręką odpowiedni gest.
- Hore!**
Woda z dzbanka wyparowała momentalnie i skłębiła się wokół Szariego, po chwili jego ubranie było w miarę uprasowane.
Chłopak natomiast pocierał poparzenie na nadgarstku.(**Język szarych elfów jest od zawsze używany do wypowiadanie magicznych formuł, hore, oznacza ogień, samo to słowo, to najsłabsze zaklęcie ognia, następne to horea, horeaga, horeagana, weru horemaga, analogiczne zaklęcia lodu to tewa, tewea, teweaga, tewegana i weru tewemaga. Im potężniejsze czary tym bardziej skomplikowany gest, dlatego najpotężniejsi czarodzieje są nazywani złośliwie przez adeptów "tancerzami".)
Potem stanął w kierunku północy i upadł na kolana.
- Pani nocy, opiekunko zmierzchu. Oto ja twój sługa. Będę wypełniał twoją wolę, bo jestem ci posłuszny.
Pochylił się ku ziemi i przez chwilkę nie ruszał się. A następnie wstał, wyszedł z pokoju i oparł się przemożnej chęci pójścia do pokoju Żiżki i oblania jej lodowatą wodą.***
(*** Właściwie, nikt do końca nie wie, dlaczego wyczarowana woda jest lodowata, skoro wyczarowany ogień jest gorący.
Nikomu nie chciało się tego sprawdzać.)
Zszedł ze schodów i zobaczył Kinte który przyrządzał śniadanie.
- Już wstałeś? To dobrze, pomożesz przy śniadaniu.
Chwile później Szari kroił szynkę na plasterki, a thern szukał chleba w spiżarni.
- Szari, tak właściwie, czemu jesteś kapłanem?
Chłopak odwrócił się w stronę krasnoluda.
- Kiedy miałem 3 lata wybuchła rebelia, musisz to pamiętać, w końcu jesteś w moim wieku. Rodzice przysięgli że jeśli przeżyje oddadzą mnie w ręce jednego z bogów. W chwili po wypowiedzeniu przysięgi do kaplicy wfruneła sowa, święte zwierze Luny.
- A jaka jest doktryna? Czego nie możesz robić?
- Właściwie niczego szczególnego, po prostu mam się wystrzegać złych uczynków jeszcze bardziej niż inni.
- Żadnego celibatu ani abstynencji? Trochę mnie zawiodłeś.
Szari i Kiper przez chwilkę stali w milczeniu, po czym roześmiali się.
- I co się tak szczerzycie?- Ten głos należał do Żiżki. Dziewczyna dopiero wstała i miała włosy w strasznym nieładzie.
- Siadaj i jedz kanapki póki... - Kiper szukał czegoś co jeszcze nie stało się udziałem tych kanapek
- po prostu je jedz.
Po chwili wszyscy w wyraźnie dobrych nastrojach jedli śniadanie i rozmawiali.
- Według mnie powinniśmy udać się do Nare Marchor. - oznajmił Kiper
- Twierdzy Gilfuina? Ale to bardzo daleko. - stwierdziła Żiżka
- Ale Kiper ma rację, tam mieści się główny targ. Znajdziemy tam wszystkie przedmioty potrzebne do przemiany Litii
w smoka księżyca.
- Właściwie, potrzebujemy tylko jednej rzeczy - Kiper sięgnął po jakąś starą księge i otworzył ją - A mianowicie tego.
Żiżka pochyliła się nad książką.
- Esencja pełni księżyca? Ten kto wymyśla takie nazwy ma naprawdę świetną wyobraźnię.
- A więc przegłosowane? Ruszamy do Nare Marchor?
- Jasne, zrobię wszystko żeby tylko znów przespać się we własnym łóżku.
środa, 4 marca 2015
Opowieści Nocnego Lasu
IV Siekiera
Szari na rozmowach z Kiperem spędził sporo czasu. W pewnym momencie Żiżka wyszła, a niedługo po tym dom opuścił również
thern. Przez jakiś czas lunaryta został sam. Rozejrzał się po chacie. Rośliny w doniczkach, rozpoznał jako czarnokwiaty.
Rzadką odmianę niezapominajek, niezwykle trującą.
- Po co mu coś, co w niewielkim stężeniu, jest w stanie powalić smoka? - Zastanowił się nad tym i wcale nie był zadowolony, z rezultatów, mimo to sięgnął po roślinę.
W tym momencie do chaty wszedł Kinte, wyraźnie w złym humorze. Spojrzał na Szariego i zmarszczył brwi.
- Na co ci ta roślina? - Spytał szary elf.
- Ciekawa z nią historia. - Kinte usiadł na krześle. - We wewnętrznym eliksirze przemiany odnaleziono te same substancje,
co w tej roślinie, ale nie da się ich oddzielić od trucizny.
- Bogowie byli ostrożni. Najwyraźniej nie chcieli żeby ludzie byli im równi. W każdym razie było by to dla nich dość problematyczne, piorun w jakiegoś heretyka przestałby być uniwersalnym rozwiązaniem.
- To mówi kapłan!? W każdym razie, szukam kwasu, który jest w stanie rozłożyć trucizną na prostsze składniki. Może kiedyś ludzie będą w stanie sam tworzyć EWP.
- Ale jaka wtedy będzie satysfakcja z anielskiego smoka? Jaka radość z demona?
Kinte machnął ręką. -Dobra, dobra. Ważniejsza sprawa, mam tylko 2 pokoje, gdzie będziesz spać?
Nie wiem w jakich relacjach jesteś z Żiżką ale wątpię, czy mógłbyś spać z nią w jednym pokoju.
W moim pokoju są dwa łóżka, co ty na to? - Spytał krasnolud.
Szari zastanowił się, nie przewidział że spędzi tu noc. Nie miał nic przeciwko, jednak nagle zaciekawiła go inna kwestia.
- Kinte, słuchaj... czy Żiżka ma chłopaka. - Spytał elf?
Atmosera zgęstniała nagle. Szari mógłby przysiąc że, jeśli powiesił by w tym momencie siekierę w powietrzu, nie spadłaby.
Już zaczął żałować że zadał to pytanie, gdy do chaty wpadła dziewczyna.
- Obgadujecie mnie? - Spytała wesoło, jednak lunaryta dostrzegł w jej spojrzeniu smutek.
Napięcie opadło, wszyscy zjedli skromną kolację z zapasów Kinte, a następni thern powędrował do pokoju przygotować łóżka.
Szari wstał z krzesła i wyszedł z chaty, aby zaopiekować się El-etrią, która skryła się, razem z Mortimerem Żiżki,
w "stajni" Inferna (Damoniszcze wojny należące do Kipera). Gdy wyszedł z domu i skierował się w stronę smoczego leża,
usłyszał:
- Hej, nie widziałeś gdzieś może mojej kosy?
Chłopak odwrócił się w stronę z której dobiegał głos, na dachu budowli stał jakiś młody mężczyzna, w długim, szarym, wytartym płaszczu i kapeluszu, z tym samym opisem. Mężczyzna zeskoczył stamtąd z łatwością i stanął przed oniemiałym lunarytą.
- To ty jesteś Szarein? - Mężczyzna uśmiechnął się pobłażliwie - Los mówił prawdę..
- K-kim ty, do Luecha, jesteś? - Wykrzyknął zdziwiony chłopak
- Odpowiedź cię nie zadowoli. Albo nazwiesz wariatem siebie, albo mnie. Tak rodzą się kompleksy, mówisz sobie "jestem wariatem" czy "odbiło mi", a kilka dni później wydajesz fortunę na psychologa. Już to przerabiałem. Wielu ludzi mówi "a czy mógłbym przedtem porozmawiać z psychologiem?" jakby to było coś, co można przełożyć. Znaczy się nie psychologa przełożyć tylko...
- O co ci chodzi?
- W skrócie? Jak ci nie pomogę, to strasznie zwiększysz mi obrót, a moja płaca nie jest od klienta, tylko od godziny.
Ja tak strasznie nie lubię kolejek. Masz! - Mężczyzna rzucił chłopakowi jakąś rzecz. - To zapieczętuje jego moc.. - i rozpłynął się na wietrze. Szari stał przez chwilę rozbity, po czym przyjrzał się temu, co dał mu mężczyzna.
Był to stalowy wisiorek przedstawiający 6-cio ramienną gwiazdę na łańcuszku którego długość wyraźnie sugerowała że albo służy jako obroża dla yorków, albo jako bransoletka. Szariemu wielokrotnie brakło słów, ale teraz zabrkło mu nawet milczenia.
Szari na rozmowach z Kiperem spędził sporo czasu. W pewnym momencie Żiżka wyszła, a niedługo po tym dom opuścił również
thern. Przez jakiś czas lunaryta został sam. Rozejrzał się po chacie. Rośliny w doniczkach, rozpoznał jako czarnokwiaty.
Rzadką odmianę niezapominajek, niezwykle trującą.
- Po co mu coś, co w niewielkim stężeniu, jest w stanie powalić smoka? - Zastanowił się nad tym i wcale nie był zadowolony, z rezultatów, mimo to sięgnął po roślinę.
W tym momencie do chaty wszedł Kinte, wyraźnie w złym humorze. Spojrzał na Szariego i zmarszczył brwi.
- Na co ci ta roślina? - Spytał szary elf.
- Ciekawa z nią historia. - Kinte usiadł na krześle. - We wewnętrznym eliksirze przemiany odnaleziono te same substancje,
co w tej roślinie, ale nie da się ich oddzielić od trucizny.
- Bogowie byli ostrożni. Najwyraźniej nie chcieli żeby ludzie byli im równi. W każdym razie było by to dla nich dość problematyczne, piorun w jakiegoś heretyka przestałby być uniwersalnym rozwiązaniem.
- To mówi kapłan!? W każdym razie, szukam kwasu, który jest w stanie rozłożyć trucizną na prostsze składniki. Może kiedyś ludzie będą w stanie sam tworzyć EWP.
- Ale jaka wtedy będzie satysfakcja z anielskiego smoka? Jaka radość z demona?
Kinte machnął ręką. -Dobra, dobra. Ważniejsza sprawa, mam tylko 2 pokoje, gdzie będziesz spać?
Nie wiem w jakich relacjach jesteś z Żiżką ale wątpię, czy mógłbyś spać z nią w jednym pokoju.
W moim pokoju są dwa łóżka, co ty na to? - Spytał krasnolud.
Szari zastanowił się, nie przewidział że spędzi tu noc. Nie miał nic przeciwko, jednak nagle zaciekawiła go inna kwestia.
- Kinte, słuchaj... czy Żiżka ma chłopaka. - Spytał elf?
Atmosera zgęstniała nagle. Szari mógłby przysiąc że, jeśli powiesił by w tym momencie siekierę w powietrzu, nie spadłaby.
Już zaczął żałować że zadał to pytanie, gdy do chaty wpadła dziewczyna.
- Obgadujecie mnie? - Spytała wesoło, jednak lunaryta dostrzegł w jej spojrzeniu smutek.
Napięcie opadło, wszyscy zjedli skromną kolację z zapasów Kinte, a następni thern powędrował do pokoju przygotować łóżka.
Szari wstał z krzesła i wyszedł z chaty, aby zaopiekować się El-etrią, która skryła się, razem z Mortimerem Żiżki,
w "stajni" Inferna (Damoniszcze wojny należące do Kipera). Gdy wyszedł z domu i skierował się w stronę smoczego leża,
usłyszał:
- Hej, nie widziałeś gdzieś może mojej kosy?
Chłopak odwrócił się w stronę z której dobiegał głos, na dachu budowli stał jakiś młody mężczyzna, w długim, szarym, wytartym płaszczu i kapeluszu, z tym samym opisem. Mężczyzna zeskoczył stamtąd z łatwością i stanął przed oniemiałym lunarytą.
- To ty jesteś Szarein? - Mężczyzna uśmiechnął się pobłażliwie - Los mówił prawdę..
- K-kim ty, do Luecha, jesteś? - Wykrzyknął zdziwiony chłopak
- Odpowiedź cię nie zadowoli. Albo nazwiesz wariatem siebie, albo mnie. Tak rodzą się kompleksy, mówisz sobie "jestem wariatem" czy "odbiło mi", a kilka dni później wydajesz fortunę na psychologa. Już to przerabiałem. Wielu ludzi mówi "a czy mógłbym przedtem porozmawiać z psychologiem?" jakby to było coś, co można przełożyć. Znaczy się nie psychologa przełożyć tylko...
- O co ci chodzi?
- W skrócie? Jak ci nie pomogę, to strasznie zwiększysz mi obrót, a moja płaca nie jest od klienta, tylko od godziny.
Ja tak strasznie nie lubię kolejek. Masz! - Mężczyzna rzucił chłopakowi jakąś rzecz. - To zapieczętuje jego moc.. - i rozpłynął się na wietrze. Szari stał przez chwilę rozbity, po czym przyjrzał się temu, co dał mu mężczyzna.
Był to stalowy wisiorek przedstawiający 6-cio ramienną gwiazdę na łańcuszku którego długość wyraźnie sugerowała że albo służy jako obroża dla yorków, albo jako bransoletka. Szariemu wielokrotnie brakło słów, ale teraz zabrkło mu nawet milczenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)