niedziela, 8 marca 2015

Opowieści Nocnego Lasu

V Komu w drogę...

Szari nie mógł zasnąć, przez całą noc zastanawiał się kim był mężczyzna w kapeluszu, i czym jest bransoletka którą mu dał, wielokrotnie obracał ją w palcach, przypatrywał* się gwieździe,(* kolejny plus bycia kapłanem Luny, widzenie w ciemności)
w końcu zrezygnowany zapiął ją na ręce i zapadł w sen bez snów. Kiedy obudził się, był wczesny ranek. Łóżko Kipera było puste, Szari stwierdził że musiał zejść na dół przygotować śniadanie. Chłopak wstał i rozciągnął się. Jego płaszcz był powieszony na kołku, lunaryta miał na sobie szarą, elegancką koszulę, specjalnie wyglądającą na za dużą, spięte paskiem ze srebrną klamrą czarne luźnie spodnie związane od połowy łydki do kostki czarnym pasem materiału. Chłopak pochodził z arystokratycznej rodziny, klanu Awahall, ale jego rodzice zginęli, podczas wojny domowej kiedy to próbowano zrzucić Gilfuina z tronu. Jego rodzina popierała króla Nocnego Lasu i wspierała swoimi pieniędzmi jego armię. Rebelianci w końcu przegrali i uciekli przed zemstą Gilfuina, jednak w odwecie ich skrytobójcy i truciciele pozabijali tych którzy najbardziej przyczynili się do  ich przegranej. Klan Awahall został unicestwiony w ciągu dwóch dni, rodzice Szariego zostali otruci cykutą, przeżył tylko on. Chłopak spojrzał na swoje pogniecione ubranie. Nagle zauważył na stoliku Kinte dzbanek wody
i uśmiechnął się jak kot który zobaczył kanarka. Chwycił dzbanek i wykonał wolną ręką odpowiedni gest.
- Hore!**
Woda z dzbanka wyparowała momentalnie i skłębiła się wokół Szariego, po chwili jego ubranie było w miarę uprasowane.
Chłopak natomiast pocierał poparzenie na nadgarstku.(**Język szarych elfów jest od zawsze używany do wypowiadanie magicznych formuł, hore, oznacza ogień, samo to słowo, to najsłabsze zaklęcie ognia, następne to horea, horeaga, horeagana, weru horemaga, analogiczne zaklęcia lodu to tewa, tewea, teweaga, tewegana i weru tewemaga. Im potężniejsze czary tym bardziej skomplikowany gest, dlatego najpotężniejsi czarodzieje są nazywani złośliwie przez adeptów "tancerzami".)
 Potem stanął w kierunku północy i  upadł na kolana.
- Pani nocy, opiekunko zmierzchu. Oto ja twój sługa. Będę wypełniał twoją wolę, bo jestem ci posłuszny.
Pochylił się ku ziemi i przez chwilkę nie ruszał się. A następnie wstał, wyszedł z pokoju i oparł się przemożnej chęci pójścia do pokoju Żiżki i oblania jej lodowatą wodą.***
(*** Właściwie, nikt do końca nie wie, dlaczego wyczarowana woda jest lodowata, skoro wyczarowany ogień jest gorący.
Nikomu nie chciało się tego sprawdzać.)
Zszedł ze schodów i zobaczył Kinte który przyrządzał śniadanie.
- Już wstałeś? To dobrze, pomożesz przy śniadaniu.
Chwile później Szari kroił szynkę na plasterki, a thern szukał chleba w spiżarni.
- Szari, tak właściwie, czemu jesteś kapłanem?
Chłopak odwrócił się w stronę krasnoluda.
- Kiedy miałem 3 lata wybuchła rebelia, musisz to pamiętać, w końcu jesteś w moim wieku. Rodzice przysięgli że jeśli przeżyje oddadzą mnie w ręce jednego z bogów. W chwili po wypowiedzeniu przysięgi do kaplicy wfruneła sowa, święte zwierze Luny.
- A jaka jest doktryna? Czego nie możesz robić?
- Właściwie niczego szczególnego, po prostu mam się wystrzegać złych uczynków jeszcze bardziej niż inni.
- Żadnego celibatu ani abstynencji? Trochę mnie zawiodłeś.
Szari i Kiper przez chwilkę stali w milczeniu, po czym roześmiali się.
- I co się tak szczerzycie?- Ten głos należał do Żiżki. Dziewczyna dopiero wstała i miała włosy w strasznym nieładzie.
- Siadaj i jedz kanapki póki... - Kiper szukał czegoś co jeszcze nie stało się udziałem tych kanapek
- po prostu je jedz.
Po chwili wszyscy w wyraźnie dobrych nastrojach jedli śniadanie i rozmawiali.
- Według mnie powinniśmy udać się do Nare Marchor. - oznajmił Kiper
- Twierdzy Gilfuina? Ale to bardzo daleko. - stwierdziła Żiżka
- Ale Kiper ma rację, tam mieści się główny targ. Znajdziemy tam wszystkie przedmioty potrzebne do przemiany Litii
w smoka księżyca.
- Właściwie, potrzebujemy tylko jednej rzeczy - Kiper sięgnął po jakąś starą księge i otworzył ją - A mianowicie tego.
Żiżka pochyliła się nad książką.
- Esencja pełni księżyca? Ten kto wymyśla takie nazwy ma naprawdę świetną wyobraźnię.
- A więc przegłosowane? Ruszamy do Nare Marchor?
- Jasne, zrobię wszystko żeby tylko znów przespać się we własnym łóżku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz