Spisał: Szari
I Rybka
Był wczesny ranek, mimo piania kogutów i ryków głodnych smoków, hodowcy twardo walczyli o "jeszcze pięć minut" snu.Chociaż, nie wszyscy posiadali ten komfort. Szari biegł przez las już długo, i mimo jego najszczerszych chęci
jego sytuacja, nie poprawiła się ani odrobinę. Wciąż słyszał rytmiczny trzepot skrzydeł.
- Smoki wody, to takie duże rybki, mówili. Nie będzie żadnych problemów, mówili. - Wydyszał chłopak.
- W sumie to trochę głupia śmierć "zabity podczas próby wejścia do domu", każdy kto będzie
czytał mój nekrolog, przynajmniej się uśmiechnie. - Dodał w duchu.
Jak to korzenie mają w naturze, jeden z nich znalazł się akurat pod nogą Szariego. W oparciu o
ogólną teorią działania dynamiki, można śmiało stwierdzić, że poruszający się z prędkością średniej wielkości
pociągu INTER - CITY chłopak przeleciał kilka metrów, zanim spotkał się z ziemią. Mimo sporej siły tarcia, droga którą
pokonał "ślizgiem" również była imponująca. Nagle usłyszał krzyk:
- Trzymaj się!
Coś złapało za jego płaszcz, i uniosło w górę. Warto by zauważyć, że płaszcz zapięty był, pod szyją...
- Uuhhhh..
- Co?- był to kobiecy głos, z dziwnym akcentem, jednak chłopak,w tej chwili, przejęty był innymi rzeczami.
- Uehhhaaa...
Nagle płaszcz Szariego został puszczony o chłopak uderzył z wysokości metra, w ziemię.
Przed jego oczyma wylądował smok, który, jak podejrzewał, porwał go do góry. Ze zwierzęcia zsiadła
właścicielka.
- Wszystko w porządku?- Spytała pochylając się nad uratowanym.
- Jakhh.. bez duszenia, było by lepiej.
Szari wstał i otrzepał płaszcz, starając się zachować resztki godności.
Spojrzał na dziewczynę. Była wysoka, i wysportowana. Miała brązowe włosy spięte w kucyk i ciemnoniebieskie, przechodzące w granat oczy na pociągłej, ładnej twarzy. Ubrana była w czarną spódniczkę i gorset tego samego koloru, wysokie skórzane buty, i rękawiczki sięgające łokci. Na plecach nosiła kuszę.
- Jesteś Inkwizytorką!?
- Tak, jestem Żiżka, pół-elfka i jak zuważyłeś jestem In-kwi-zy-to-rem.
- Oh, gdzie moje maniery - powiedział chłopak, poprawiając się - Jestem Szarein, szary elf, kapłan luny, Paladyn obronny.
Dziewczyna, zmieniła postawę, oparła ręce o biodra, i skrzyżowała nogi.
- Nie wyglądasz na Paladyna, czy oni nie targają na sobie zbroi płytowej? Nie mówiąc już o mieczu dwuręcznym.
- A ty nie wyglądasz na Inkwizytorkę! Powinnaś nosić przy sobie przecież, moździerz zielarski, i wszystkie te patenty do zaklinania ,co?
- Łatwiej by było targać za sobą pianino! Większość rzeczy trzymam w swoim domu. Poza tym jestem Inkwizytorem, nie Inkwizytorką, płeć nie ma tu nic do rzeczy!
- Moja zbroja, kochana, podobnie jak miecz, jest wzywana czarem zmiany, to kombinacja wszystkich czarów typu "przyzywam" strasznie wyczerpujące, ale ten ekwipunek jest praktycznie niezniszczalny, i niezwykle lekki.
- Ale zanim go "przyzwiesz" będziesz już martwy.
- Słuchaj, doceniam to że mnie uratowałaś, ale muszę się zbierać. - Powiedział Szari chcąc uciąć rozmowę.
- Czemu właściwie uciekałeś? - Spytała Żiżka siadając na kamieniu krzyżując nogi i podpierając się rękoma.
- Bo zaatakował mnie smok, pani mistrzyni obserwacji.
- Tak po prostu? Nigdy nie uwierzę!
- Mogę być z tobą szczery?
Żiżka uśmiechnęła się.
- A komu mam to wygadać? Ghulom które zatłuke? Zajmując się taką robotą nie ma się za dużo "psiapsiułek" do
plotkowania, uwierz mi.
Szari westchnął i odwrócił się do dziewczyny, która otwarła bukłak przyczepiony do pasa i pociągnęła spory łyk.
- Parę tygodni temu przygarnąłem smoka wody, Litię, w języku szarych elfów, oznacza to..
- Tsunami, tak wiem, mój pradziadek był grefen.
Szari był zaskoczony, od dzieciństwa wpajano mu, że nie można żenić się z przedstawicielami innych ras,
za wyjątkiem szarych i szkarłatnych elfów. Fen, oznacza elf, to wiedział na pewno, ale mówiły tak tylko
same elfy, a już na pewno nie mieszańce.
- No więc, kiedy Litia zaczęła dorastać, była coraz bardziej agresywna, myślałem że to przejdzie.
No, a teraz, nie mogę wejść nawet do własnego domu. - Szarein widział jak Żiżka powstrzymuje się,od wybuchu śmiechem.
- Wiesz, może znam kogoś, kto może ci pomóc, ale musisz coś dla mnie zrobić.- Powiedziała opanowywując się
Szariemu przeleciały przez głowę wszystkie możliwe scenariusze, a z większości nie był zadowolony.
- A co będe musiał zrobić?
- Dać mi całusa*- Powiedziała Żiżka uśmiechając się znowu.(*uwaga! wiedząc jak możecie zareagować, uprzedze wasze pytania, nie, nic nie łączy mnie z Żiżką, to nie był akt miłości, lecz zwyczajna próba wkurzenia mnie, czy też Szareina)
Szariemu oczy praktycznie wyleciały z orbit. Większość facetów widząc taką dziewczynę dała by wszystko za możliwość
całowania, ale jemu pasowało to raczej średnio.
- Skąd mam pewność, że twoja propozycja zadziała?
- A co, jeden buziak ci szkodzi?
Chłopak podszedł ostrożnie, i pocałował dziewczyne w policzek.
- Chłopcze, aleś ty namiętny. -Powiedziała Żiżka wskakując na smoka
- Nie mam w zwyczaju obściskiwać nowopoznanych dziewczyn.
- W takim razie stanowisz ewenement** (** wyjątek, rzecz niespotykaną)- Stwierdziła podając mu ręke, i pomagając
wejść na smoka.
- Być może.
Ha ha! Chłopie, jesteś mistrzem! :D
OdpowiedzUsuńNom :)
OdpowiedzUsuń