IV Siekiera
Szari na rozmowach z Kiperem spędził sporo czasu. W pewnym momencie Żiżka wyszła, a niedługo po tym dom opuścił również
thern. Przez jakiś czas lunaryta został sam. Rozejrzał się po chacie. Rośliny w doniczkach, rozpoznał jako czarnokwiaty.
Rzadką odmianę niezapominajek, niezwykle trującą.
- Po co mu coś, co w niewielkim stężeniu, jest w stanie powalić smoka? - Zastanowił się nad tym i wcale nie był zadowolony, z rezultatów, mimo to sięgnął po roślinę.
W tym momencie do chaty wszedł Kinte, wyraźnie w złym humorze. Spojrzał na Szariego i zmarszczył brwi.
- Na co ci ta roślina? - Spytał szary elf.
- Ciekawa z nią historia. - Kinte usiadł na krześle. - We wewnętrznym eliksirze przemiany odnaleziono te same substancje,
co w tej roślinie, ale nie da się ich oddzielić od trucizny.
- Bogowie byli ostrożni. Najwyraźniej nie chcieli żeby ludzie byli im równi. W każdym razie było by to dla nich dość problematyczne, piorun w jakiegoś heretyka przestałby być uniwersalnym rozwiązaniem.
- To mówi kapłan!? W każdym razie, szukam kwasu, który jest w stanie rozłożyć trucizną na prostsze składniki. Może kiedyś ludzie będą w stanie sam tworzyć EWP.
- Ale jaka wtedy będzie satysfakcja z anielskiego smoka? Jaka radość z demona?
Kinte machnął ręką. -Dobra, dobra. Ważniejsza sprawa, mam tylko 2 pokoje, gdzie będziesz spać?
Nie wiem w jakich relacjach jesteś z Żiżką ale wątpię, czy mógłbyś spać z nią w jednym pokoju.
W moim pokoju są dwa łóżka, co ty na to? - Spytał krasnolud.
Szari zastanowił się, nie przewidział że spędzi tu noc. Nie miał nic przeciwko, jednak nagle zaciekawiła go inna kwestia.
- Kinte, słuchaj... czy Żiżka ma chłopaka. - Spytał elf?
Atmosera zgęstniała nagle. Szari mógłby przysiąc że, jeśli powiesił by w tym momencie siekierę w powietrzu, nie spadłaby.
Już zaczął żałować że zadał to pytanie, gdy do chaty wpadła dziewczyna.
- Obgadujecie mnie? - Spytała wesoło, jednak lunaryta dostrzegł w jej spojrzeniu smutek.
Napięcie opadło, wszyscy zjedli skromną kolację z zapasów Kinte, a następni thern powędrował do pokoju przygotować łóżka.
Szari wstał z krzesła i wyszedł z chaty, aby zaopiekować się El-etrią, która skryła się, razem z Mortimerem Żiżki,
w "stajni" Inferna (Damoniszcze wojny należące do Kipera). Gdy wyszedł z domu i skierował się w stronę smoczego leża,
usłyszał:
- Hej, nie widziałeś gdzieś może mojej kosy?
Chłopak odwrócił się w stronę z której dobiegał głos, na dachu budowli stał jakiś młody mężczyzna, w długim, szarym, wytartym płaszczu i kapeluszu, z tym samym opisem. Mężczyzna zeskoczył stamtąd z łatwością i stanął przed oniemiałym lunarytą.
- To ty jesteś Szarein? - Mężczyzna uśmiechnął się pobłażliwie - Los mówił prawdę..
- K-kim ty, do Luecha, jesteś? - Wykrzyknął zdziwiony chłopak
- Odpowiedź cię nie zadowoli. Albo nazwiesz wariatem siebie, albo mnie. Tak rodzą się kompleksy, mówisz sobie "jestem wariatem" czy "odbiło mi", a kilka dni później wydajesz fortunę na psychologa. Już to przerabiałem. Wielu ludzi mówi "a czy mógłbym przedtem porozmawiać z psychologiem?" jakby to było coś, co można przełożyć. Znaczy się nie psychologa przełożyć tylko...
- O co ci chodzi?
- W skrócie? Jak ci nie pomogę, to strasznie zwiększysz mi obrót, a moja płaca nie jest od klienta, tylko od godziny.
Ja tak strasznie nie lubię kolejek. Masz! - Mężczyzna rzucił chłopakowi jakąś rzecz. - To zapieczętuje jego moc.. - i rozpłynął się na wietrze. Szari stał przez chwilę rozbity, po czym przyjrzał się temu, co dał mu mężczyzna.
Był to stalowy wisiorek przedstawiający 6-cio ramienną gwiazdę na łańcuszku którego długość wyraźnie sugerowała że albo służy jako obroża dla yorków, albo jako bransoletka. Szariemu wielokrotnie brakło słów, ale teraz zabrkło mu nawet milczenia.
Mała uwaga:
OdpowiedzUsuńMordimier, nie Mortimier ;)
Nie wiem, czy byś chciał spać z Żiżką. Strasznie chrapie